Gdy się obudziłem siedziałem pod drzewewem owinięty kurtką, która jak sądziłem po zapachu, należała do Zielarza. Przede mną kucał Will z zaniepokojonym wyrazem twarzy. Wyciągnął rękę, a ja się odsunąłem.
Umiechnął się krzywo wyraźnie zasmucony moim zachowaniem. Chciałbym mu powiedzieć, żeby się nie denerwował, ale... jakoś nie było w stanie mi to przejść przez gardło.
- Co się stało? Rogi mi wyrosły? - zażartował, bez przekonania.
Dotknął mojego czoła. Odchrząknął.
- Masz stan pod gorączkowy - uznał. - Idę po świeżą wodę.
Nie będę pić wody z krwawej rzeki, pomyślałem irracjonalnie.
Zaraz, zaraz, już nie jesteśmy tam gdzie nas napdali, uświadomiłem sobie. Byliśmy na polanie nad rzeką.
Zielarz siedział z lupą przed jeszcze żywym bandytą, ale wyraźnie był o krok przed grobem. Obok stał jeszcze jeden, ale w stanie nienadgryzionym. Chłopak co chwila zaglądał do zeszystu i coś notował. Wyglądał jakby miał serdecznie w nosie to, że traktuje tego człowieka jak rzecz i przeprowadzał na nim badania.
Westchnąłem cicho. Jak ja się w ogóle zachowóję? Kocham Willa... ale jednocześnie się go obawiam. Widziałem jak mordował, nie on ich zarzynał! Jego bezwzględna natura. Czy jak stanę mu na drodze, to mnie też zabije? A co jeżeli otrzyma taki rozkaz? Nagle Zielarz wybuchnął śmiechem. Mężczyzna przed nim miał atak drgawek i astmy jednocześnie. Wyglądałoby to faktycznie zabawne, gdyby nie to, że to był definitywnie prawdziwy człowiek, a nie jakaś laleczka!
Atak nie ustępował, a Zielarz się tylko przyglądał i coś zapisywał w tym swoim notesie.
Wstałem gwałtownie ignorując zawroty głowy i podbiegłem do chłopaka.
- Pomóż mu! - zarządziłem.
- Nie jestem ci podległy. Niem muszę się ciebie słuchać - odgryzł się i nadal się nie ruszył.
- On umiera! - krzyknąłem.
- Wiem - odparł z radosnym uśmiechem. - Wedłóg moich notatek, które obejmują zeznania innych króliczków doświadczalnych powinien teraz czuć się jakby mu kwas przeżerał płuca i żołądek.
- Ale.. - zacząłem rozpaczliwie.
- Słuchaj - stracił cierpliwość. - Nie jestem Willem, nie mam wyrzutów sumienia i nie czuję potrzeby ratowanie ani ciebie, ani tego twojego psa. Z nas wszystkich, to ja najbardziej zachowuję się jak demon. Z kolei to TY zmusiłeś Willa, do zabicia tych ludzi. Gdyby nie ty, to on bez problemu by uciekł, nie musząc się kłopotać ich mordowaniem. Problemem nie jest jego demoniczna natura, tylko ty - powiedział dobitnie.
Nagle tuż przed nosem Zielarza świsnął nóż. Chłopak uśmiechnął się.
- Długo kazałeś na siebie czekać demonie - rzucił ironicznie wyciągając broń, która wbiła się w ziemię.
Wstał i odszedł zostawiając mnie samego z dławiącym się człowiekiem. Spojrzałem bezradnie na mężczyznę. Nie znam się aż tak dobrze na truciznach.
- Oskar, wracając do tego co mówiłem, urodź się, stań się silny, albo ustąp miejsca innym - powiedział i nie odwracając się rzucił nożem trafiając w szyję konającego.
Zamknąłem mu oczy i ruszyłem ku laskowi w oddali.
- Gdzie idziesz? -zawołał za mną Will.
- Na stronę - burknąłem.
Błąkałem się bez celu dobre pół godziny. Usiadłem z westchnieniem na kamieniu. Może faktycznie jestem tylko kłopotem? Podczas ataku nawet nie wyciągnąłem broni. Co ze mnie za szermierz, skoro na widok wroga co ma liczną przewagę drętwieje ze strachu. Coś zaszeleściło.
- Kto tam jest? - zawołałem napinając wszystkie mięśnie.
Cóż, teraz pewnie będę miał okazję się wykazać.
___
W następnym będzie dużo akcji.
A jutro będzie malutki prezencik. Na prawdę mały, ale jednak. Urywki moich myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz