Zacisnąłem dłonie. Głupi bóg. Myśli, że
może wszystko, tylko dlatego, że jest pierwszym istnieniem na Ziemi.
Jeśli o mnie chodzi, to ja bym się nie wahał i zaatakowałbym tą osadę.
Ta cała Alicja stoi mi na drodze do celu, a Uranos i tak się z nią
obcyndala jak z śmierdzącym jajkiem.
- Tak panie - odparłem służebnym tonem. - Czy mogę odejść, panie?
Machnął ręką, jakby odpędzając niesforną muchę. Nienawidzę tego.
Szybkim krokiem zszedłem z góry i
ruszyłem w głąb lasu, gdzie stacjonują nasze... moje wojska. Wygląda na
to, że ten naiwniak zostanie tam jeszcze jakiś czas. Myśli, że ma nad
wszystkim kontrolę. Idiota. Prawda jest taka, że nie ma nad niczym
kontroli. Gwałtownym krokiem wszedłem do namiotu.
- Raport! - rozkazałem, zdejmując mokry
płaszcz. Po drodze się rozpadało. To dobrze, nikt nie odkryje, że tu
byłem. Deszcz zneutralizuje mój zapach.
- Z rekrutowano sześciuset nowych żołnierzy, dwudziestu zdezerterowało, ale od razu się ich pozbyliśmy, dowódco.
Uśmiechnąłem się z zadowoleniem. Uranos nawet nie spodziewa się co go czeka.
- Rozpoczniemy bunt, po tej całej historii z Alicją, więc rozkaż moim oddziałom, żeby się już przygotowywali.
Jak tylko, ten beznadziejny dzieciak dostanie swoją zabawkę, straci na czujności i wtedy, to ja zostanę jego panem.
Nie, ja Okreon zostanę panem tego świata!
Weny inspiracji natchnienia muzy polotu pomysłu niech fortuna ci sprzyja i niech ten blog uda się conajmniej tak bardzo jak poprzedni
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciebię bardzo serdecznie jeszcze raz powodzenia źyczę
:) Miałam nadzieję, że napiszesz. Twoje komentarze zawsze były wielką otuchą dla mnie. Prawdę miałam zamiar zakończyć tą historię na jednym tomie, ale dzięki Tobie piszę dalej :)
UsuńDziękuję i pozdrawiam